A może Lepper miał jednak rację?

poniedziałek, 25 sty 2010 @ 0:10 | Kategoria: Ogólne |

Nie jestem sympatykiem obecnie rządzącego ugrupowania, nie mam najmniejszego nawet udziału w ostatnim wyborczym sukcesie tej partii, ale jestem realistą. Zdaję więc sobie sprawę, iż lewica ma coraz mniejsze szanse na jakikolwiek sukces wyborczy, praktycznie żaden, oddanie natomiast władzy braciom Kaczyńskim byłoby niewybaczalnym powrotem do neototalitaryzmu i przyspieszenia budowy państwa wyznaniowego.

W tej sytuacji, po raz pierwszy w życiu przychodzi mi zastanowić się poważnie nad możliwością poparcia obcej mi ideowo orientacji politycznej, tj. PO, której poczynania, czego nie ukrywam, nie wprowadzają mnie w euforię.

Oczywiście, jako realista zdaję sobie sprawę z oporu materii jaka dopadła rząd Donalda Tuska przez trwającą jeszcze recesją, ale wiem również, że przyzwoite wyniki naszej gospodarki w ubiegłym roku, nie do końca były efektem genialności jego ministrów.

Wiem również, iż podobnie jak w całym, ponad już 80 letnim okresie naszej niepodległości, a na pewno w okresie ostatnich sześćdziesięciu paru, bądź jeśli kto woli w tych ostatnich dwudziestu latach, zbyt dużo czasu i energii idzie w gwizdek walki o władzę, o własne racje, miast w budowę rzeczywiście liczącej się Polski.

Darujmy jednak sobie te gorzkie słowa i uszczypliwości, one najmniej są nam potrzebne. Spróbujmy złapać byka za rogi, zapewnić ponowny sukces PO w wyborach parlamentarnych, oraz wcześniejszy sukces Donalda Tuska w walce o prezydenturę, jeśli w nich wystartuje, jest to bowiem jedyne w tej chwili rozsądne wyjście.

W tym nie pomogą jednakże żadne pijarowskie zabiegi, żadne stawanie premiera przed komisjami, co ważne bowiem, PiS może sprokurować ich jeszcze kilka. Wcale nie można wykluczyć, że ma już coś gotowego za pazuchą. Potrzebna jest więc jakaś mądra, przemyślana decyzja, jakiś dający się zauważyć, realny sukces, najlepiej kilka.

Do rozważenia jest wiele możliwości, ale najszybszą i jak sądzę w pełni możliwą do wdrożenia, a przy tym społecznie oczekiwaną, jest rozpędzenie budownictwa mieszkaniowego, podjęcie próby zrealizowania wielokrotnie już obśmianego hasła, podnoszonego w niejednej kampanii, również Aleksandra Kwaśniewskiego, kiedy to obiecywał mieszkania dla każdej rodziny, mieszkania na każdą kieszeń.

No więc w czym problem?

W tym otóż, iż jeśli spojrzeć na ceny standardowych materiałów budowlanych, koszty robocizny, etc. to nic, absolutnie nic nie uzasadnia tych wielotysiączłotowych cen za jeden metr kwadratowy powierzchni, sięgających tu i ówdzie abstrakcyjnego wręcz poziomu. Każdy przyzna zapewne, iż poziomu nijak nie mającego się nawet do średniej płacy, bo o minimalnej nie ma co w ogóle mówić, a budowanie kolejnych ekskluzywnych zamkniętych osiedli i apartamentowców mija się już prawie z celem, tym bardziej poza stolicą. To nie jest właściwa droga.

Jak sadzę, nie muszę nikomu wykładać mechanizmu tej cenowej makabry, ani przekonywać o krociowych, niczym nie uzasadnionych zarobkach deweloperów i właścicieli gruntów, oraz wywoływanie przez to afer.

Byłbym oczywiście nieuczciwy, gdybym nie widział cen, które działalność uczciwych deweloperów obciążają już na zaraniu, przy zdobywaniu terenów pod budownictwo, choć dla wielu jest to właśnie korzystne. I w tym tkwi cały problem. Większość deweloperów, z pełną świadomością i pewnym wyrachowaniem nabywa wyjątkowo drogie, ale atrakcyjne grunty, gwarantujące znakomitą bazę pod dalszą kalkulację cenową. Pomijając nazwanie handlarzy ziemią po imieniu, bo zbywają ją najczęściej jacyś cwaniacy i hochsztaplerzy, to również państwo oferuje ją w przetargach.

Tymczasem, tysiące hektarów pozaklasowej ziemi nadal leży odłogiem, za grosze przekazywania jest różnym organizacjom, kościołom, jakimś hochsztaplerom, którzy później nią spekulują. Marnują się również ogromne zasoby rąk do pracy, a przy tym porażająca armia bezrobotnych i wcześniejszych emerytów coraz bardziej obciąża budżet.

Sądzę, że rozsądne, obwarowane rygorami, oddanie jakiejś tylko części tych odłogowanych gruntów, w końcu państwowych, pod różnorodne formy taniego budownictwa mieszkaniowego, w tym również indywidualnego, zorganizowanie państwowych bądź samorządowych firm budowlanych z bezrobotnych i przedwczesnych emerytów, pozwoliłoby na rozpędzenie nie tylko budownictwa.

Nie wchodzę w szczegóły, one mimo wszystko są bowiem dosyć oczywiste.

A jeśli chodzi o ścisłość, to gdyby nawet wzorców trzeba było poszukać w latach powojennych, kiedy tworzyły się legendy przodowników pracy, jak chociażby Mateusza Birkuta i jemu podobnych, to cóż w tym złego? A pracowali oni bez wielkiego i ciężkiego sprzętu, bez wielkich węzłów, czy wręcz fabryk betonów, w totalnym niedoborze wszystkiego, często za symboliczną płacę, to czyż my dzisiaj jesteśmy gorsi od nich, czy jesteśmy głupsi i nie chcemy lepszej przyszłości naszego kraju?

To, co oni zbudowali w czterdzieści pięć lat, my powinniśmy zbudować w zdecydowanie krótszym czasie, z pożytkiem dla obecnych i przyszłych pokoleń.

A więc może jednak Andrzej Lepper miał dużo racji nawołując do tego już wielokrotnie?

Brak komentarzy »

Wątek RSS dla komentarzy do tego wpisu. Adres TrackBack

Dodaj komentarz

XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <code> <em> <i> <strike> <strong>

^Góra strony^ Blog oparty o WordPress i temat Pool autorstwa Borja Fernandez.
Subskrybuj RSS dla wpisów i komentarzy.