Przeziór a sprawa Polska!
sobota, 23 sty 2010 @ 0:24 | Kategoria: Ogólne |Już na wstępie chciałbym to wyraźnie powiedzieć, iż od momentu przesłuchania przed sejmową komisją ds. tzw. afery hazardowej byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego, odnoszę wyjątkowo mocne przekonanie, iż ta rzekoma afera, przynajmniej pod względem jej spaprania przez funkcjonariuszy CBA, jest bliźniaczo wręcz podobna do tak zwanej afery gruntowej i kilku jeszcze innych, równie „spektakularnych sukcesów” tego biura.
Kolejny raz nasuwa mi się nieodparte wręcz wrażenie, że ta i wspomniane wcześniejsze „afery”, jeśli nie były realizowane wręcz na zamówienie, w celu skompromitowania przeciwników politycznych, bądź osiągnięcia jakiegoś z góry założonego, wielkiego, bardzo potrzebnego sukcesu, to ponad wszelką wątpliwość, jeśli rzeczywiście były jakieś przesłanki do podjęcia stosownych działań, pokazały rażącą nieudolność, bądź celowe wręcz działanie CBA, polegające za każdym razem na spaleniu ich dosłownie tuż przed zakończeniem i udowodnieniem czegokolwiek, a tym bardziej czyjejś winy. Spaleniu przy tym jakby wręcz celowym, czy raczej koniecznym, niczego wszakże nie można było udowodnić, za każdym razem chodziło bowiem najprawdopodobniej jedynie o zadymę.
Proszę zwrócić uwagę, że w tzw. „aferze” gruntowej ktoś nagle, w ostatniej dosłownie chwili ostrzega ludzi mających odebrać haracz za odrolnienie nieodrolnionej jeszcze ziemi, a w kolejnym przypadku, wiozących łapówkę jakoby dla ministra Tomasza Lipca, funkcjonariusze CBA nie wiadomo czemu zatrzymują przed jej dostarczeniem i wręczeniem adresatowi.
Kolejne spektakularne sukcesy CBA, to tzw. prowokacje, w których funkcjonariusz CBA emocjonalnie manipuluje najpierw posłanką Beatą Kempą, w drugim przypadku Weroniką Marczuk-Pazura i jedynymi niemalże dowodami ich przestępstwa, a może tylko jego samczego sukcesu są jego zeznania. W dziwny sposób przypomina mi to zawartość teczek UB i SB, w których większość materiałów to raporty oficerów prowadzących tajnych agentów czy też współpracowników, bądź tzw. osobowe źródła informacji, mające jednakże dzisiaj dla badaczy wartość niepodważalnych dowodów.
Ale wróćmy do rzeczy, do przesłuchania Zbigniewa Chlebowskiego, które delikatnie rzecz ujmując doprowadziło mnie do zdumienia.
Tak się składa, że jako emerytowany pracownik przemysłu, bądź branży „hazardowej”, posiadający swojego państwowy certyfikat upoważniający do nadzoru nad grami liczbowymi i zakładami wzajemnymi, mam jako takie pojecie odnośnie wałkowanego tematu. Wiem przynajmniej co to są stawki, podatek i dopłaty, a nawet systemy, o co od kilku dni bezskutecznie pytają bezradni członkowie komisji. Mało tego, oni demonizują ich znaczenie, mylą je i uparcie, bezpodstawnie zresztą, przeciwstawiają je sobie.
Ze zdumieniem więc, przebijającym chwilami prawie szczyty Himalajów oglądałem ponad dziesięciogodzinny porażający spektakl przesłuchiwania posła Zbigniewa Chlebowskiego przed sejmową komisją ds. tzw. afery hazardowej, obfitujący tak samo w kilka dramatycznych oraz wielce zabawnych spięć, jak i brak pytań zmierzających do ustalenia istotnych faktów.
Dominowała uporczywość zadawania tych samych lub bardzo podobnych pytań, podejmowanie prób ustalenia absolutnie nieistotnych faktów, podobnie jak w kilku innych komisjach, poczynaniami i pytaniami członków komisji rządziła chęć promowania samego siebie.
Wróćmy wszelako do kwestii wyraźnej niewiedzy, by nie powiedzieć wręcz ignorancji legislatorów i członków wysokiej komisji. Ale nim spróbuję w kilku słowach przybliżyć zagubionym członkom komisji kwestię stawki, dopłat i podatku, to jeszcze kilka słów odnośnie samej „afery”.
Pomijając wyraźną miałkość materiału dowodowego, nazbyt wielu w nim aspektów domniemania, bądź a priori założonych przez CBA, zastanawia mnie, czemu wielce szanowni członkowie komisji, jak również i szef CBA, są tak bardzo zdumieni, a nawet zbulwersowani tym, że poseł na Sejm RP walczy o swoje stanowisko w jakiejkolwiek kwestii. Zwracam uwagę, że ani razu, ani jednym nawet słowem nie padło oskarżenie podejrzanych o płatną protekcję! Czemu więc zdumiewa ich, a nawet bulwersuje fakt, że poseł ma wyrobione własne stanowisko w jakiejś sprawie i broni go, czy walczy wręcz o jego wdrożenie?
Na ile orientuję się, każdy poseł ma prawo, aby nie powiedzieć, że nawet obowiązek, wnosić dowolną ilość propozycji poprawek do każdej z procedowanych ustaw, niestety nawet wówczas, kiedy nie ma o procedowanym temacie najmniejszego pojęcia. Jest również niezaprzeczalnym faktem, że żaden pojedynczy poseł nie ma na tyle wystarczającej siły by wdrożyć te swoje pomysły, niestety nawet wówczas kiedy są one w pełni zasadne, a jeśli zdobędzie wystarczające poparcie, co najmniej połowy głosujących i jednego dodatkowego głosu, to wówczas, tym bardziej jeśli ustanowione prawo nie łamie zasad wyrażonych w konstytucji, nijak nie da się mówić o protekcjonizmie.
Jeśli zatem panowie Kosek i Sobiesiak, którzy jak zdaje się już w bodaj piątym, czy szóstym podejściu nowelizacji ustawy o grach liczbowych i zakładach wzajemnych zabiegali nawet o poparcie kilku posłów z każdej jak zdaje się obecnej, a nawet nieobecnej już w sejmie siły politycznej, dla własnej wizji organizacji przemysłu gier i zakładów wzajemnych, do czego jako obywatele RP mają pełne prawo, przynajmniej w pewnych granicach daje im takie prawo ustawa o lobbingu, a ci indagowani przez nich posłowie, gdyby aprobowali zasadność ich wizji i czynili odpowiednie prawnie zabiegi dla ich wdrożenia, byłby to jak sądzę normalny, w niczym absolutnie nie patologiczny sposób walki o stanowienie prawa. O jego cywilizowanie i doprowadzenie do sytuacji, w której jak powiada stare porzekadło: „wilk jest syty i owca cała”.
Sejm wszakże, bez względu na to czy to się komu podoba czy nie, jest miejscem walki. Oczywiście ważny jest sposób prowadzenia tej walki, jej transparentność i etyczność, ale o tym akurat nie świadczą miejsca w których spotykają się strony tego procesu, ani język jakiego używają, co w tym przypadku podnoszone jest bodajże jako z najbardziej kluczowe zarzuty.
Reasumując, w żadnej medialnej informacji, a co ważne nawet w jakże obszernym wystąpieniu szefa CBA, nie padło ani jedno słowo o korupcji. Wszystkie natomiast dostępne informacje, mówią jedynie o dopuszczalnych faktach i formach zgłaszania, bądź wycofywania poprawek, oraz swobodnego wyrażania negatywnego stanowiska odnośnie procedowanej ustawy, aczkolwiek trudno nie zgodzić się z faktem, że niektóre z zachowań i sam sposób tego tzw. lobowania mógł co najmniej budzić wątpliwości, a szczególnie co do kwestii transparentności.
No i wreszcie kwestia owych tajemniczych figur bez mała retorycznych, jakichś wielce tajemnych i niepojętych pojęć, jakichś stawek, dopłat, podatku. Otóż pomijając na chwilę jeszcze ich znaczenie, warto wysokiej komisji wyjaśnić, iż podatek i dopłata to dwa zupełnie niezależne byty, które można wprowadzać równolegle, bądź osobno, ponieważ podatek obciąża wyłącznie organizatora tzw. hazardu, dopłaty natomiast obciążają wyłącznie grających.
Wracając wszakże do meritum, to organizator gier i zakładów wzajemnych, tudzież wszelkich innych form dopuszczalnego prawnie hazardu, płaci określoną stawkę podatku, przy czym dla każdego rodzaju gry stosowna ustawa reguluje zarówno podstawę tego opodatkowania jak również określony jego poziom, w obu aspektach różny dla różnych gier, co łatwo można ustalić zaglądając do powszechnie dostępnej obowiązującej ustawy.
Dopłaty natomiast, jest to dodatkowe obciążenie wyłącznie grających, nie mające wszakże żadnego wpływu na wysokość stawki bądź wysokość wygranych, te bowiem określają wyłącznie stawka, system i osiągnięty wynik. Ponieważ grający płacą jednakże podatek od wygranych, bądź organizator gry potrąca im go od wygranej, co prawda nie od wszystkich wygranych, bo dopiero do pewnego ściśle określonego poziomu wysokości jednorazowej wygranej, to dopłaty są niewątpliwie dodatkowym opodatkowaniem, ponad wszelką wątpliwość są formą parapodatku, przynajmniej w stosunku do pewnej części grających.
Jest więc kwestią absolutnie nieistotną sprawa podatku w kontekście dopłat i odwrotnie, a stawki, poza tym, że obok systemów, stanowią bazę dla wyliczenia wartości procentowo określonych dopłat od wartości zawieranego zakładu, bądź zakładów i w dalszej perspektywie o wysokości ewentualnej wygranej, to jako takie, same w sobie nie określają ani wysokości podatku, ani wysokości dopłat, są jedynie podstawą do wyliczenia kwoty wnoszonej przez grającego do walki o wygraną, po określeniu przez niego systemów, ilości gier, etc.
Kiedy wyjaśnimy sobie te kwestie, to tylko zdumienie, jeśli wręcz nie oburzenie może budzić fakt, że o ważnych dla nas i dla państwa sprawach, bo przecież podobnie zapewne jest i w innych sprawach, decydują tak „wybitni fachowcy”. I nie ma tu najmniejszego znaczenia kto przygotowuje projekt ustawy, skoro w każdym przypadku, na poziomie uzgodnień rządowych, bądź w komisjach sejmowych, podlega on politycznemu odrealnieniu, wyciśnięcia z niego najczęściej bardzo istotnych, jeśli wręcz nie najbardziej niezbywalnych zapisów.
Na koniec chciałbym zadać jedno pytanie. Czy podobnie jak w tych innych przypadkach, a więc w przypadku afery gruntowej, budowy centrum narodowego sportu, zakupu działki na Helu i prywatyzacji wydawnictwa naukowego, cały proces wszczęcia śledztwa przez CBA wynikał z powszechnego jak zdaje się podsłuchu i podglądania dosłownie już wszystkich? Czy może znowuż żyjemy w czasach, które tak barwnie pokazał nam Sylwester Chęciński w swoim filmie „Rozmowy kontrolowane”?
Czytałem kiedyś taką wielce dziwną książkę, może nawet nie książkę, w której zademonstrowano prawie przysłowiowe 1001 drobiazgów służących podglądaniu, nazywając je nie wiadomo czemu, ale ponad wszelką wątpliwość wyjątkowo śmiesznie, mianowicie „przeziórami”, bądź „przeziurami”. A były to wszelakie przyrządy i urządzenia mające jakiś otwór, przez który dawało się patrzeć. Były to więc drzwi z dziurkami do klucza, same tradycyjne klucze, nożyczki, otwieracze do butelek i dziesiątki, jeśli nie steki innych przyrządów, za każdym razem barwnie opisanych. Ciekawi mnie w tej sytuacji, jakiego przezióru używają funkcjonariusze CBA?
Brak komentarzy »
Wątek RSS dla komentarzy do tego wpisu. Adres TrackBack