Jak poseł Andzel walczy z lizakami!
niedziela, 17 sty 2010 @ 19:33 | Kategoria: Ogólne |Minęły wczoraj równo cztery lata od pierwszego wpisu, jakim 16 stycznia 2006 roku rozpocząłem zabawę w pisanie tego bloga. Chcąc w miarę godnie uczcić ten fakt, od dłuższego już czasu szukałem jakiegoś szczególnego tematu, dobrego na ten 366 jubileuszowy wpis, dający jak mi się wydaje niezły wynik, jednego wpisu co cztery dni.
Oczywiście, w ostatnich dniach było nawet sporo interesujących tematów, w tym godnych nawet pióra wielkiego mistrza, a nie tylko recenzenta amatora. Były przecież kolejne spektakularne wpadki NFZ, będące przecież w jakimś jednak sensie również wpadkami ministra zdrowia i premiera, były kolejne deklaracje kandydatów na prezydenta o przystąpieniu na do walki o zwalniany w tym roku fotel, na koniec były też ekscesy w łonie komisji sejmowej w sprawie tzw. afery hazardowej, co również nie wyczerpuje bogatej gamy incydentów, gaf, ekscesów i nadużyć jakimi jesteśmy nieustannie karmieni.
I kiedy prawie jak tak Donald Tusk, w wizjach pewnej posłanki, trwałem w rozkroku, nie wiedząc co wziąć pod pióro, na arenie pojawił się nagle nowy kandydat na politycznego harcownika, kolejny poseł PiS postanowił wyrwać się z niebytu politycznej magmy swojej partii i błysnąć własnym światłem.
Był kiedyś dawno temu w Hiszpanii wielce sławetny i niemniej dzielny rycerz Don Kichot z La Manczy, który na całą kulę ziemską zasłynął walką z wiatrakami. U nas natomiast, poza sławetnym panu Zabłockim, co to się na mydle „pośliznął”, „przewiózł”, czy w końcu wręcz „przepłynął”, nie tak dawno zasłynęła też Rzeczniczka Praw Dziecka pani doktor Ewa Sowińska, wsławiając się walką z teletubisiami, a zwłaszcza z jednym z nich, konkretnie zaś z Tinky Winky.
Oczywiście, gdyby wgłębić się w historię ludzkości, również w naszą narodową, to wymienieni przed chwilą, nie byliby w niej osobami w jakimkolwiek stopniu wyjątkowymi. Przykładów podobnej zaciętości i fantazji w swobodnym doborze wrogów, zwalczania czegoś tam, bądź kogoś, etc., można by znaleźć w niej zdecydowanie dużo więcej, szczególnie zaś pośród naszych nowych politycznych „elit”.
Niektóre z tych fobii, bo w tych kategoriach należy je rozpatrywać, odruchów czynnych od zarania dziejów człowieka, przeszły wręcz do kanonu absurdu, bądź owocowały znanymi powszechnie, wręcz legendarnymi już powiedzeniami jak np. słynne od ponad 2100 lat powiedzenie, właściwie już prawie mantra, jaką uparcie wygłaszał przez długie lata konsul Publius Cornelius Scipio Aemilianus Africanus Minor: „Kartagina musi zostać zburzona”, bądź bardziej nam współczesne, ciepłe jeszcze dosłownie, tak bardzo ulubione hasło Andrzeja Leppera: „Balcewrowicz musi odejść”.
Historia wszakże nie znosi próżni, a mając na względzie coraz wyższy poziom wykształcenia mas, również „establishmentu”, powszechny dostęp do nauki czytania i pisania, życie sypnęło nam ostatnio całą serią wielce radosnych przykładów.
Wiele z nich, z pośród tych przykładów, to jakieś głęboko przemyślane uszczypliwości, bądź emocjami wywołane lapsusy, jak „Panie premierze, mam wrażenie, i to nie tylko ja mam wrażenie w Polsce, że często pan stoi w rozkroku” w wykonaniu posłanki Nelli Rokity, bądź: „Jezus nie używał prezerwatyw” co ogłosiła wielce pobożna posłanka Anna Sobecka.
Takie i podobne powiedzenia można by tu mnożyć na setki, ale przebijają je ponad wszystko dramatycznie podejmowane wysiłki co niektórych miernych trzecio, a nawet czwartorzędnych polityków, chcących przejść do historii parlamentaryzmu i polityki swoimi „błyskotliwymi” pomysłami, bądź równie zaskakującymi inicjatywami legislacyjnymi.
W tym względzie znowu można by mnożyć przykłady, tylko po cóż? Cóż to bowiem zmieni? Nie ma się co nimi zajmować również i z tej przyczyny, iż na szczęście większość tych inicjatyw już na poziomie pomysłu jest unicestwiana, i to nie z powodu mądrości sporej części pozostałych parlamentarzystów, tylko pewnie z ich zawiści.
Zdarzają się jednakże wyjątkowe pomysły, a może tylko wyjątkowi politycy, których radosną twórczość, ich nietuzinkowe pomysły warto tu przywołać, choćby dla zobrazowania kręgu ich szczególnych zainteresowań, głębi ich wiary we własną genialność.
I właśnie takim błyskiem politycznego intelektu zaskoczył nas ostatnio, a nawet swoich partyjnych kolegów poseł Waldemar Andzel, który kiedyś już zaistniał w mediach, proponując wprowadzenie rejestracji klientów solariów. Tym razem pan poseł wpadł był na pomysł zakazania sprzedaży lizaków w szkolnych sklepikach, oraz zakazu przynoszenia do szkoły niezdrowej żywności. Przy okazji, ciekawe kto i w jaki sposób miałby kontrolować uczniowskie kanapki?
Właściwie nie bardzo nawet wiadomo jak reagować na takie pomysły, jest to bowiem klasyczny przykład bolszewizmu, ingerencji w coraz większy obszar naszej prywatności, dyktat klasy panującej, która za nas myśli, czuje za nas, a nawet cierpi. Zdumiewa mnie przy tym, a nawet nasuwa jakieś wyjątkowo brzydkie podejrzenia, czemu to pan poseł Andzel, bądź któryś z jego partyjnych kolegów nie wpadł jeszcze na pomysł by rejestrować miłośników agencji towarzyskich, co z wielu względów, wydaje mi się ponad wszelką wątpliwość bardziej zasadne niż odbieranie dzieciakom lizaków, chipsów, czy coca coli.
Ale w życiu na wszystko przychodzi pora, wszystko ma właściwą gradację, więc jako nieodrodni członkowie swojej partii, szczególnie po kolejnym nawrocie do budowy IV RP, również i za to w końcu się wezmą, a nawet i za inne tak bardzo ważne sprawy.
A właśnie ten kolejny, wyjątkowo okrutny i restrykcyjny pomysł pana posła Andzela zbiegł się z recydywę choroby prezesa Jarosława Kaczyńskiego, uparcie zwaną nie bardzo wiadomo czemu IV RP. Oto bowiem PiS ustami swojego szefa ogłosił swój projekt nowelizacji konstytucji, który swoją oryginalnością przebił chyba nawet pomysły posła Andzela, ale to temat zdecydowania na osobne i bardzo obszerne rozważania. W tym miejscu chciałbym jednakże zwrócić uwagę panu prezesowi, iż popełnia błąd w liczeniu faz rozwoju, bądź systemu rządzenia w Polsce. Jeśli bowiem zachować by logikę i liczyć sumiennie, a on przecież wymyślił był te niuanse, to po upadku w 2007 r. IV RP, mamy teraz V RP i gdyby, w co trudno mi jednakże uwierzyć, najbliższe wybory wygrałoby PiS, to mielibyśmy już jakby nie patrzeć VI RP.
Na koniec wreszcie, co niespodzianie łączy pomysł posła Andzela i wspomniany projekt konstytucji, pokazuje bowiem kierunek zmian, które chce nam narzucić Jarosław Kaczyński, jest pewne dzisiejsze spotkanie, informację o którym jak dotychczas podała zaledwie telegazeta TVP. Oto właśnie telegazeta z dnia dzisiejszego informuje, że: „Kardynał Stanisław Dziwisz metropolita krakowski, przyjął na prywatnej audiencji przedstawicieli Telewizji Polskie: Pawła Palucha, członka Zarządu TVP S.A. oraz Bolesława Borysiuka, doradcę Zarządu TVP S.A.
Abonament, potrzeba istnienia oddziałów regionalnych oraz społeczne i kulturotwórcze wartości TVP jako nadawcy publicznego – to tematy poruszane podczas Audiencji.
„Niezbędne jest podjęcie wszelkich działań zmierzających do zachowania mediów publicznych, ze szczególnym uwzględnieniem TVP” - powiedział kardynał Dziwisz. Zdeklarował też wsparcie w działaniach na rzecz utrzymania telewizji publicznej.”
Jak widać, odbita przez PiS z rąk LPR i Samoobrony TVP, otwarcie już mizdrzy się do kościoła, poddaje się jego ocenie, uzgadnia z nim swoje plany. TVP, co warto przypomnieć panom Paluchowi i Borysiukowi, jest telewizją publiczną, mającej realizować określone bardzo ważne zadania misji, nie mającej jednakże nic wspólnego z polityką i wiarą. Ale to też zupełnie odrębny temat.
Jeden komentarz »
Wątek RSS dla komentarzy do tego wpisu. Adres TrackBack
[…] Andrzej » Jak poseł Andzel walczy z lizakami! […]
Sygnał ping, autor: Kryzys? Nie w branży reklamy internetowej – Jarosław Sobolewski | Miscellaneous Videos — 17.01.2010 #