Kiedy będzie normalnie?
piątek, 25 gru 2009 @ 17:53 | Kategoria: Ogólne |W ostatnim czasie prawie wstrząsnęły mną dwie informacje, a były to; rewelacyjne i zaskakujące bez mała odkrycie Krakowskiego oddziału pionu prokuratorskiego IPN (Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu), oraz rozbrajające oświadczenie tuza polskich dziennikarzy Tomasza Lisa.
Ale do rzeczy!
W pierwszym otóż z wspomnianych powyżej przypadków, przywołany tam pion prokuratorski oddziału krakowskiego IPN skonstatował nagle, co wzbudziło mój niekłamany podziw, iż bezprzedmiotowe jest prowadzone tam śledztwo o zbrodnię wojenną w stosunku do Adolfa Hitlera, Heinricha Himmlera i Ericha von dem Bacha Zalewskiego, a to ze względu na fakt śmierci ww.
I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby bez mała cały świat nie wiedział już od dawna, że dwaj pierwsi z wymienionych nie żyją już od ponad sześćdziesięciu lat, a trzeci z nich zmarł natomiast 9 marca 1972 r. w szpitalu więziennym na przedmieściach Monachium, gdzie odbywał karę dożywotniego więzienia. Nie byłoby w tym nic dziwnego, a w gruncie rzeczy niepojętego wręcz, gdyby nie fakt, że przed tą zaskakującą konstatacją, IPN przesłuchał jednak aż 171 świadków, z których jak można sądzić, ową oczywistą wiedzę posiadali dokładnie wszyscy.
Kolejna sprawa, zdecydowanie zdawałoby się inna, dotycząca bowiem spraw bieżących, naszej współczesnej rzeczywistości, również jednak świadczy o niepojętym i zaskakującym braku wiedzy, a co istotne to u człowieka który od lat jest postrzegany jako wybitny ekspert w sprawach polityki, gospodarki, logistyki, etc., a w gruncie rzeczy sam jest już przekonany o swoich ponadprzeciętnych talentach. Te jego nadprzyrodzone bez mała talenta, od lat znajdują zresztą wymierny nawet wymiar, głównie w postaci niebagatelnych kontraktów zawieranych z przeróżnymi mediami, którym redaktor Tomasz Lis przysparzać ma za to oglądalności, wzrostu nakładu, podnosić im to i owo. Otóż wspomniany pan redaktor Tomasz Lis, jako się rzekło omnibus baz mała, odpowiadając na pytania internautów w tvp.info wyznał z rozbrajającą wręcz szczerością, że nie zna recepty na to, by Polska była lepszym krajem, co nie przeszkodziło mu w chwilę później wyznać z równie rozbrajającą szczerością, że czuje się komfortowo stojąc z boku, opisując i oceniając świat polityki.
Nie wiedzę potrzeby szerszego komentowania i analizowania obu tych informacji, są one bowiem nad wyraz jasne i oczywiste, jaskrawie przy tym pokazując obowiązujący poziom i trendy kształtowania opinii społecznej przez dobrze opłacane instytucje, a co istotne, opłacane przez nas samych.
Kiedy słucham takich i podobnych informacji, kiedy uświadamiam sobie na co przeznaczane są nasze podatki oraz inne, nagminnie ściągane z nas daniny, kiedy widzę, kto i w jaki sposób kształtuje społeczną świadomość, ogarniają mnie zarazem złość i przerażenie. Niekwestionowana bowiem siła medialnego przekazu, ale przecież taka sama bez mała siła doniesień gniewnych i napalonych na dowalenie komuś prokuratorów i naukowców zatrudnionych w IPN, kształtują wyłącznie jednostronny obraz powszechnego zła, podejrzliwości, niemocy i totalnej głupoty. A mało kto przecież, widząc jakieś pozytywne informacje, a takie na szczęście są jeszcze publikowane, zadaje sobie pytanie, to czemu jest tak dobrze, skoro jest aż tak źle?
A moc przekazu medialnego, nie bez kozery wszak media nazywane są czwartą władzą, jest rzeczywiście ogromna, dostrzegł to już zresztą Napoleon Bonaparte, który już dwa wieki temu powiedział: „Bardziej obawiam się trzech gazet niż stu tysięcy bagnetów”. Co zrozumiałe, gdyby cesarz żył w dwieście lat później, nadto w Polsce, a znał ją przecież nie tylko w aspekcie geograficzno, politycznym, to zapewne zmodyfikowałby owo powiedzenie, mówiąc: „Bardziej obawiam się trzech gazet i jednej fałszywej informacji IPNu niż stu tysięcy bagnetów.”
I kiedy zbierałem się już do zakończenia tego tekstu, no bo cóż tu można dodać, kiedy wybitni naukowcy i światli prokuratorzy ścigają zmarłych, a wybitny komentator polityki i gospodarki oświadcza nagle, iż prawie nie ma o nich pojęcia, gdy dotarła do mnie kolejna, tym razem zdecydowanie niepokojąca informacja.
Oto bowiem, jak póki co podała wyłącznie poranna telegazeta TVP, prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył Orderem Odrodzenia Polski, Polonia Restituta benedyktyna ojca Leona Knabita. Jak należy sądzić, Wielki Mistrz Orderu Lech Kaczyński, podparł się w tej decyzji opinią stojącej na straży Orderu Kapituły w niepełnym co prawda, niemniej działającej w składzie: Ireny Zofii Romaszewskiej, Marty Olszewskiej, Ryszarda Bugaja, Bogdana Hieronima Cywińskiego, Krzysztofa Andrzeja Kauby, Jerzego Kropiwnickiego i Sławomira Kazimierza Radonia.
I nic w tym fakcie nie byłoby zdrożnego, wszak nigdzie nie jest napisane, iż nie może on być nadany przedstawicielowi kościoła, a ojca Leona Knabita lubię nawet mimo moich znanych w końcu poglądów i stosunku do religii, gdyby nie uzasadnienie tej decyzji. Wg obowiązujących bowiem kryteriów, a więc obowiązujących również, czy wręcz przede wszystkim Kapitułę Orderu Odrodzenia Polski, to jedno z najwyższych polskich odznaczeń cywilnych, nadawane za wybitne osiągnięcia na polu oświaty, nauki, sportu, kultury, sztuki, gospodarki, obronności kraju, działalności społecznej, służby państwowej oraz rozwijania dobrych stosunków z innymi krajami. Tymczasem, jak podała telegazeta, ojciec Leon Knabit nie otrzymał orderu za żadną z wymienionych dziedzin, tylko za działalność duszpasterską i krzewienie wiary, a więc za to, co jest jego, jak również każdego innego kapłana głównym i jedynym zdaniem.
To tak, jakby kota nagradzać za łapanie myszy, a rynnę za odprowadzanie wody!
Fakt ten dowodzi niestety, że konstytucyjny rozdział państwa i kościoła jest już absolutną i nieukrywaną nawet fikcją, a co istotne, w takim samym stopniu nieprzestrzeganym przez obie strony, w tym niestety również przez prezydenta, który zgodnie z Konstytucją z 2 kwietnia 1997 winien czuwać między innymi właśnie nad jej przestrzeganiem. A jest przecież rzeczą niepodlegającą dyskusji, że nadanie Orderu Odrodzenia Polski wyłącznie za pracę duszpasterską i krzewienie wiary, jest potwierdzeniem powolnego, acz systematycznego stanowienia wbrew Konstytucji państwa wyznaniowego.
Żyjemy więc świecie kłamstwa, obłudy i pozornych działań. IPN wydaje nasze pieniądze na ściganie nieżyjących zbrodniarzy, dziennikarze nie mający pojęcia co zrobić by Polska była lepszym krajem, kształtują opinię społeczną, poddają krytyce, bądź wynoszą na piedestały zwalczających się polityków, a prezydent, łamiąc w gruncie rzeczy Konstytucję i normy prawa, nadaje wysokie odznaczenia wg własnego widzimisię.
Brak komentarzy »
Wątek RSS dla komentarzy do tego wpisu. Adres TrackBack