Nie jest ważne czyje co je….
środa, 14 mar 2007 @ 1:45 | Kategoria: Ogólne | Brak komentarzyOburza nas i to całkiem słusznie, kiedy Eryka Steinbach i podobni jej pseudopolitycy, występują z roszczeniami wobec Polski, kiedy stawiają żądania zwrotu, rekompensaty etc.. Chociaż, trzeba to w końcu uczciwie powiedzieć, od pewnego czasu czynią to również i inni. W tej kwestii, tj. oburzenia się, panuje jednak raczej powszechna zgoda. Jest bowiem oczywiste, że to Niemcy rozpętały II wojnę światową, że to one ponoszą odpowiedzialność za wszelkie straty, tak jednej jak i drugiej strony, że to ich wyłącznie obciążają jej wszelkie konsekwencje, więc również wypędzenia, obozy zagłady, holokaust, nowy układ terytorialny Europy, oraz trwająca blisko pół wieku tzw. zimna wojna.
Panuje raczej powszechna i wielka zgodność, że w wyniku tamtej wojny, Polska poniosła niepowetowane straty. Straty wielomiliardowe, nadto w wielu wymiarach i dziedzinach, a więc przede wszystkim materialne, terytorialne, moralne, ludzkie, etc.
I to jest prawdą. Pod tą prawdą, dając dowód swojego patriotyzmu i rozumu, podpisują się więc wszyscy Polacy, cała polska arystokracja, szlachta, ziemianie, Żydzi, katolicy, kler, dokładnie wszyscy, których ta wojna dotknęła, nawet ci tkwiący dotychczas za granicą, wszyscy, którzy bez względu na swoją wiarę i status społeczny chcą być odbierani jako ludzie poważni, rozumni, piętnujący nazizm, holokaust i wszelkie inne totalitaryzmy.
My nie z soli, ani z roli..
poniedziałek, 5 mar 2007 @ 18:31 | Kategoria: Ogólne | Brak komentarzyPrzez długi okres czasu, w końcu przez sporo ponad pięć lat, z zadziwiającą mnie samego dyscypliną osobistą, mozolnie pisałem dziennik. Na kartach tego zadziwiającego „dokumentu” opisałem wiele interesujących mnie rzeczy, w tym również kwestie polityki, a więc poczynania rządów, premierów i ministrów, ich wzlotów i upadków. Z tego całego pisania, wyniosłem przy okazji kilka dosyć interesujących, choć nie bardzo zaskakujących spostrzeżeń, potwierdzających co najmniej dwie stare prawdy.
Po pierwsze, każdy, kto dorwie się do władzy, choćby nie wiem jak był wcześniej zaklinał swoją uczciwość i zbożne zamiary, prędzej, czy później ulega syndromowi tzw. „sodowej wody”, nieubłaganie popada w porażający krąg samouwielbienia, można by rzec, jedyniesłuszności. Jest to tylko kwestią czasu, żaden opór materii i zdroworozsądkowych sił, nawet w jego najbliższym otoczeniu, nie jest w stanie tego procesu powstrzymać. Co gorsza, większość beneficjantów sukcesu wyborczego, doznaje tego porażenia natychmiast, niemalże już w chwili ogłoszenia wyborów.
Po drugie, a jestem to w stanie udowodnić, zasób tzw. tematów, czy też działań zastępczych, mających odwracać uwagę społeczną od porażającej nieudolności rządzących, bądź wykazać ich szczególnie wielką troskę o elektorat, do realizacji którego niezwłocznie przystępują, jest wyjątkowo wąski, a przy tym, stały i niezmienny bez względu na aktualnie rządzącą opcje polityczną. Bez najmniejszego ryzyka pomyłki, śmiało można powiedzieć, że w tej „trosce” o elektorat, dokładnie w całym spektrum areny politycznej, od skrajnej lewicy, do najbardziej radykalnej prawicy, nie istnieje najmniejsza nawet różnica.