Zarzekała się żaba..
czwartek, 18 sty 2007 @ 17:42 | Kategoria: Ogólne | Brak komentarzyAczkolwiek, nie zupełnie do końca jest to, to samo i tak samo, to mógłbym tu zacytować klasykę ludowych przyśpiewek: „stał się cud pewnego razu, dziad przemówił do obrazu, obraz na to ani słowa, taka była ich rozmowa”, choć, jak zdaje się, bardziej stosowne byłoby tu jednak:
„Dziad swoje, baba swoje”,
by nie przywoływać raz jeszcze mistrza Adama. Rzecz ujmując jednak bardziej dosadnie, należałoby powiedzieć za przeproszeniem, iż kręcimy się już niczym przysłowiowe gówno w przerębli.
I niestety, cała już nasza dyskusja, zaczyna sprowadzać się do tego właśnie poziomu, praktycznie kompletnego absurdu.
Nie da się bowiem poważnie rozmawiać, kiedy z poziomu poważnej w pewnym momencie dyskusji, jak przynajmniej mi się zdawało, zaczynamy rozprawiać niczym lekarz z pacjentem, w pewnym dosyć specyficznym zakładzie usług medycznych.
Bo czyż mogę poważnie traktować Twoje wypowiedzi, a w ogóle Ciebie, kiedy z dziecięcej bez mała zagrywki, wręcz wygłupu, by nie użyć bardziej dosadnych określeń, zaczynasz czynić międzynarodową bez mała aferę, kiedy jednemu z większych państw europejskich grozisz pozwaniem go przed najwyższe trybunały?
Casus starych spodni
środa, 17 sty 2007 @ 20:03 | Kategoria: Ogólne | Jeden komentarzGdybym chciał pozbyć się starych, prujących się permanentnie spodni, kłopotu z ich ciągłym łataniem, choć to bardzo daleka paralela, to w tym przypadku, byłoby totalnym absurdem, gdybym szukał kupca choćby tylko nawet na ich 75%, czy nawet na aż 90%. Z mieszkaniami, a w gruncie rzeczy z kamienicami jest jednak zdecydowania inaczej. Pozostawienie bowiem znaczącej części budynku w gestii i pod zobowiązaniami dotychczasowego właściciela, nadal nie zdejmuje z niego pewnych uciążliwych obowiązków.
Owszem, w jakimś stopniu je ogranicza, niemniej, nadal obciąża go obowiązkiem uzgadniania pewnych kwestii, dokonywania w określonym terminie i zakresie napraw, etc. W przypadku zbycia 75%, najlepiej byłoby oczywiście pozbyć się obiektu całkowicie, zachodzi prawdopodobnie, raz jeszcze podkreślam, iż nie znam sprawy, jakieś proporcjonalne partycypowanie w kosztach, co nie niesie wszakże z sobą konieczności zatrudniania dodatkowych osób, długotrwałych i uciążliwych zazwyczaj negocjacji, tudzież wielu innych, niemniej skomplikowanych i kosztownych zabiegów.
Ale to jak widać, jest nazbyt skomplikowane, niezrozumiałe dla wielu obywateli, a jak mówi stare porzekadło: „Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził”. Jak widzę, to Ty nie tylko, że do tych permanentnych malkontentów należysz, ale jesteś wręcz ich czołowym przedstawicielem.
Można by rzec - poprotestujmy, później ustalimy w jakiej sprawie.
Podobnie jest z Twoim nastawieniem, a właściwie już nawet obsesją marudzenia w kwestii niegospodarności Polaków. W tej kwestii również jesteś zdecydowanie daleki od obiektywizmu. Dostrzegasz zaledwie skutki, przyczyn natomiast jakby nie widzisz, lub widzieć po prostu nie chcesz. A one, te przyczyny są, nadal jeszcze działają.
Moda na autonomie!
wtorek, 16 sty 2007 @ 20:55 | Kategoria: Ogólne | Jeden komentarzPowtarzam raz jeszcze, że nie znam sprawy na tyle, by o niej dyskutować, oceniać, etc. Niemniej, wyrzucanie kogokolwiek na bruk, nie tylko, że nie jest dzisiaj możliwe, tym bardziej z jego prawnej własności, to nadto, w przypadku dowolnej opcji politycznej będącej aktualnie u władzy, byłoby działaniem z wszech miar dla niej samobójczym. Być może wykup faktycznie nie jest aż tak drogi, ale „durne” 80 m2, a na ogół bywają w tych starych budowlach i zdecydowanie większe lokale, to koszt około 300 - 500 tyś. zł., z czego nawet owe 5 czy 10%, to i tak 15 - 50 tys. zł., a zapewne często nawet sporo więcej. Zważ przy tym, że w tych starych lokalach, na ogół mieszkają ludzie starzy, więc głownie emeryci, ludzie schorowani, o „apanażach” nie zawsze wystarczających na zaspokojenie nawet tylko ich podstawowych potrzeb. Jeśli sądzisz więc, że dla nich taki wydatek jest rzeczą normalną, to jesteś jednak w błędzie.
Wspomniana mizeria dochodów mieszkańców, ma oczywisty wpływ na stan tych obiektów, na ich niszczenie, na dewastację, często na zagrożenie życia. Jak temu zapobiegać?
Ostatnio, w czasie pobytu w moim rodzinnym mieście Łodzi, syn mój zrobił kilka zdjęć budynku w którym przyszedłem na świat. Poprzednie zdjęcia, kilka lat temu zrobił tam mój brat. Obraz, jaki ujrzałem w obu przypadkach, delikatnie mówiąc był smutny. Mam jednak poważne obawy, a w gruncie rzeczy prawie pewność, że za kolejne 5 –6 lat zobaczę na fotografii pierwsze okna zabite deskami, a na klatce schodowej tabliczkę ostrzegającą przed grożącym niebezpieczeństwem.
Jest oczywiście i inna kwestia, a właściwie tych kwestii jest nawet sporo. Po pierwsze, to owe „apanaże”, które póki co, na co wszystko wyraźnie wskazuje, przez okres najbliższych 15 – 20 lat nie ulęgną znaczącej poprawie, co również nie zmieni na lepsze zarówno losów mieszkańców jak i obiektów.
Radio Erewań donosi …
niedziela, 14 sty 2007 @ 20:18 | Kategoria: Ogólne | Jeden komentarzZaiste, wytaczasz tym razem powalające argumenty, istne kolubryny. Wybacz szczerość, mówiąc jednak krótko, są to wierutne bzdury, bzdury i jeszcze raz bzdury. Powtarzam więc raz jeszcze, iż wiem zbyt mało by wdawać się w dyskusję, a tym bardziej, by wyrokować.
Podejrzewam zresztą, że wiesz równie niewiele więcej niż ja, kierujesz się natomiast niczym nie uzasadnionym przeświadczeniem, czy też jak to powiedziałem już kiedyś wcześniej; zaprogramowaną emocją i nienawiścią do lokalnej władzy, bo jest władzą, której z natury rzeczy nie tolerujesz. Oczywiście, nikt Cię nie zmusza do miłości do tej władzy, do popadania w ekstazę na każdy jej ruch, tym bardziej, gdyby, podkreślam to zdecydowanie mocno, gdyby faktycznie były to ruchy karygodne.
No ale pomyśl, choćby na zdrowy chłopski rozum! Czy jest wszakże możliwe, by w kraju należącym do Unii Europejskiej, a tym bardziej w mieście, w którym rezyduje metropolita, które jest „kolebką” robotniczego sprzeciwu, jakakolwiek władza chciała i mogła jak to piszesz, tak potraktować lokatora, że: „zostaje przesiedlony do śmietnika albo opuszczonego bunkra, tudzież węzła ciepłowniczego”? Nie będę przy tym już pytał, a gdzie by wysłała ich ta lepsza, bo racjonalna władza rewizjonistów, którzy: „..tym między innymi różnią się Rewizjoniści od władz Miasta Gdańska”.
A o nich śpiewano
sobota, 13 sty 2007 @ 14:44 | Kategoria: Ogólne | Brak komentarzyNo proszę, jak zdaje się, to przywołując słowa Stanisława Wyspiańskiego, wielkiego polskiego poety i dramaturga, winienem zawołać – „pan poeta, pan poeta”. Ale to mi się nawet podoba, podobnie jak sam zamysł owego dramatu, choć przyznam, nie bardzo pojmuję w nim wymowę tego NRD-owskiego akcentu, rzecz bowiem jak zdaje się, dzieje się jednak w RFN?
Ale to nawet może i dobrze, czyni go wszakże dramatem uniwersalnym. Jak zdaje się, ludzie na całym świecie nie potrafią już dzisiaj żyć bez wodza, skłonni są zaakceptować nawet manekina, czy jakiegoś pajaca, bądź chochoła, byle ktoś stał na czele, byle ktoś pilnował i rządził. Co najdziwniejsze przy tym, człowiek z natury walczy z władzą, niemniej, nie potrafi już żyć bez „kagańca”.
Wydaje się, że winieneś wnieść tam jednak pewne uzupełnienia. Przede wszystkim, konieczne jest nadanie właściwej, czy też prawdziwej rangi owym czterem cwaniaczkom, którym w gruncie rzeczy chodzi o jedno, o dostęp do „monopolowego” i możliwość oddawania się swoim ulubionym zajęciom. W tej sytuacji, nie dziwi nawet ich skłonność do rosyjskiej ruletki, no bo cóż, oni wkalkulowali przecież w koszty taką możliwość, że ten „rewolwer” czasem jednak strzela. Najczęściej zresztą to nie oni strzelają, oni miewają ludzi. Są również na to przygotowani, nic nie jest ich w stanie zaskoczyć, czy zbić z pantałyku.
Natychmiast przystępują do kolejnej koalicji, z tym samym, bądź z kimkolwiek innym, kto zagwarantuje im splendor i profity.
Trzy razy pomyśl,
piątek, 12 sty 2007 @ 1:47 | Kategoria: Ogólne | Jeden komentarzNie da się ukryć, że na pewne sprawy patrzysz nazbyt emocjonalnie, a nawet zdecydowanie stronniczo, choć we wielu przypadkach masz oczywiście rację. Niemniej, wszelkie oceny, dokonywane wyłącznie przez pryzmat dogmatu, założenia niedoskonałości wszelkiej władzy, poza racjonalną władzą niemiecką, są tendencyjne i wypaczone, obarczone nadto wieloma błędami.
Ot, chociażby z punktu widzenia badawczego, przykład jednego, czy nawet kilku miast, dla ferowania oceny globalnej, jest mało reprezentatywny, niepełny, choć faktycznie i ta, ocena globalna, na przestrzeni dziejów, a również i dzisiaj, w każdym państwie, niewykluczając Niemiec, nie zawsze wypada budująco. Przypomnij sobie choćby niegdysiejsze, słynne kryzysy rządowe we Włoszech.
Podobnie, jak możliwe jest znalezienie do zaprezentowania i stawiania za przykład wielu polskich miast, dobrze zarządzanych gospodarską ręką, jak nie przymierzając Gdynia, której prezydent dr Wojciech Szczurek jest chwalony już w całej Polsce, czy równie chwalony Wrocław i jego ceniony prezydent Rafał Dutkiewicz, można by dać wiele przykładów złej, a nawet wielce nagannej działalności włodarzy miast w każdym kraju.
Piszesz:
„Mój projekt odbudowy Rzeszy zawsze dotyczył jedynie przemian politycznych”.
Ciciolina a sprawa Kononowicza
wtorek, 9 sty 2007 @ 21:14 | Kategoria: Ogólne | Jeden komentarzKrzysztof Kononowicz, jeśli przywołałeś już postać tego naiwnego, do bólu szczerego człowieka, którego wmanipulowano w „grę” o fotel prezydenta, na szczęście tylko miasta, to historia, którą w gruncie rzeczy powinien zająć się prokurator. I nie jest dla mnie w tym momencie istotne, że on zapewne wyraził zgodę na to kandydowanie, a właściwie na ten cały „cyrk”, bowiem jego poziom intelektualny, kompletny brak samokrytycyzmu, dałby mu zapewne motywacje do ubiegania się nawet o stanowisko sekretarza generalnego ONZ. Ważne jest dla mnie natomiast to, że zrobiono z niego pośmiewisko, jakiś paranoiczny happening, że panowie intelektualiści kolejny raz mieli fajną zabawę. Jeśli sprawie przyjrzeć się jednak głębiej, to mówiąc kolokwialnie, było to również robienie sobie tzw. „jaj” z nas, z elektoratu, choć na to akurat, to w pełni sobie zasłużyliśmy, ba, zasługujemy nadal.
Właśnie wczoraj obejrzałem film angielskiego dziennikarza Sachy Baron Cohena – Ali G, w którym zostaje on członkiem brytyjskiego parlamentu. To też niezłe „jaja”, prawdziwa „jazda bez trzymanki”. Ten film dowodzi nadto, że nie jest to tylko nasz problem. Tu, można by przywołać wiele barwnych postaci z życia politycznego całego świata, jak choćby słynną swojego czasu gwiazdę porno biznesu, niejaką Ciciolinę, która zasiadała we włoskim parlamencie, czy wielce ciekawą a nawet barwną postać rosyjskiego parlamentaryzmu, niejakiego pana Żirinowskiego i wiele, wiele jeszcze innych, niemniej „interesujących” i co najważniejsze, równie zaskakujących postaci.
Ale ci przywołani powyżej, robili i robią to wszakże z własnej woli, świadomie, a nawet z pełną premedytacją. To przydaje im sławy, robi publicity, daje pieniądze, bardzo często jest po prostu fajnym sposobem na życie. W tym przypadku natomiast, było to wielce nieuczciwe zagranie, pseudonaukowe doświadczenie jakiegoś niewyżytego doktora, czy też doktoranta, który w gruncie rzeczy sprowadził pana Kononowicza do roli doświadczalnego królika. Co gorsze, badanie to dotyczyło nie samego Kononowicza, królik wszakże sam w sobie, nigdy nie jest przedmiotem dociekań, to badanie dotyczyło wyłącznie nas, elektoratu.
Ziemia nieznana!
wtorek, 9 sty 2007 @ 0:27 | Kategoria: Ogólne | 2 komentarzyJa na szczęście już nie pracuję. Ale w młodości dosyć długo uprawiałem sport, wiele dyscyplin, głównie koszykówkę i piłkę ręczną. Biegania więc dzięki temu się nie ustrzegłem, a było tego nawet sporo. Mimo to, a przecież „odwaliłem” pewnie kilkadziesiąt, kto wie czy nawet nie dobrze ponad setkę długości rajdu „Harpagan”, nie dostrzegam u siebie żadnych cech rumaka, czy choćby jakiejś chabety, choć może to być wadą wzroku.
Powiem nadto, że aktualnie mam do siebie w pełni uzasadnione pretensje o totalne lenistwo i takąż niechęć do ruchu, a jak sam to określiłeś: „dużo maszerowania rozwija płuca, działa przeciwastmatycznie, rzeźbi sylwetkę”.
Co do Twojej zajadłości, to w wielu kwestiach jest ona w pełni zasadna i wcale nie namawiałbym Cię do jej zaniechania. Sam zastanawiam się często, czy jedynym wyjściem na osiągniecie „sukcesu” jest totalna likwidacja wszystkiego, jak choćby tych pomników, o których obaj wspominaliśmy. Oczywiście, sam byłbym za ich rozwaleniem, za rozwaleniem wręcz wszystkiego co popadanie pod rękę, gdyby dawało to automatyczną gwarancję zmiany otaczającej nas rzeczywistości na zdecydowanie lepszą. Niestety tak nie jest, a dzieje się nawet wręcz jak w tym porzekadle, kiedy to: „Zmienił stryjek siekierkę na kijek”.
Szare eminencje!
niedziela, 7 sty 2007 @ 1:55 | Kategoria: Ogólne | Jeden komentarzI znowu zajrzałem do twojego blogu, co mnie podkusiło? Mimo wszystko warto było. Dawno tak się nie uśmiałem, jak z owego komentarza, jakiejś wielce upierdliwej muchy Tse tse. To było dobre: „a latem nasyłają z Warszawy nawet komary”. Ale należało Ci się! Przyznasz chyba, że tym razem, w tym przypadku, poszedłeś nieco za daleko. Żeby aż biedną Warszawkę podejrzewać o niechęć do tych paru setek autochtonów, żeby imputować władzy spisek przeciw własnej ludności.
A fe, to się nie godzi. Szanowny Krzysztofie, to są efekty naszej nowej, prawej i sprawiedliwej gospodarki rynkowej, maksymalizacji zysku WPK, czy też MPK, obsadzenia w wielu przypadkach stanowisk prezesów, wiceprezesów, członków rad nadzorczych dyspozycyjnymi kolegami, bądź członkami ich rodzin. Sądzę, że przykładów nie muszę Ci podawać, kilka zapewne znasz doskonale, o paru rozpisują się właśnie media, krytykuje je opozycja, ale kiedy ona dojdzie do władzy, a dojdzie, będzie robiła to samo.
To jest pewne, jak dwa razy jest dwa.
Nie wracajmy ciągle pod Grunwald!
czwartek, 4 sty 2007 @ 21:41 | Kategoria: Ogólne | Brak komentarzyJa o tym wszystkim wiem, ale w Polsce pojęcie Rzesza, choć oczywiście niesłusznie, bądź przynajmniej nie zawsze słusznie, kojarzone jest najczęściej z III Rzeszą, a w gruncie rzeczy z II wojną światową, stąd mogłem sobie pozwolić na pewną formę zaczepki, czy też noworocznego żartu. Tym bardziej, że permanentnie używałeś określenia Rzesza bez żadnego liczebnika, wyróżnika, bądź określenia dat. A ów liczebnik, okazuje się jest jednak ważny, zresztą i u nas stał się ostatnio modny, przez co, jeśli się nie mylę, przyszło mi żyć już bodaj w czwartej „emisji”, czy też edycji Polski.
W tej całej zabawie nazewniczej i numerycznej, mówię teraz o państwie Niemieckim, bo jest ono nim od wieków niezmiennie, mimo wielu na przestrzeni dziejów zmian terytorialnych, politycznych, etc., jeśli się nie mylę noszącym na ogół nazwę (Deutsches Reich), więc Rzesza Niemiecka, choć bardziej prawidłowo byłoby Państwo Niemieckie, a tłumaczenie na Rzesza jest tylko pewnym ukłonem, czy też sentymentem, nawiązującym do Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego (Pierwszej, czy też Starej Rzeszy, noszącej w języku niemieckim miano; das Heilige Reich Römische deutscher Nation), kwestia tej numeracji zdaje się być jednak istotna.
Aktualnie jest to jednak (Bundesrepublik Deutschland, BRD) więc Republika Federalna Niemiec, RFN i po raz pierwszy w nazwie nie ma wyróżnika Reich. Pozostaje oczywiście jeszcze okres Rzeszy Niemieckiej potocznie zwany Republiką Weimarską, okres, podobnie jak obecny bez liczebnika, ale nazwa ta, doskonale ten brak uzupełnia.
Owe liczebniki jednak, nadawano wszakże na ogół post factum, choć w przypadku III Rzeszy nastąpiło to już w czasie jej trwania, jak wydaje się, są ważne raczej wyłącznie dla historyków i kronikarzy, a ciągłość państwa jest natomiast faktem niekwestionowanym i jakiekolwiek manipulacje i przypinanie mu numerów, czy łatek, dla żyjących i stosunków międzynarodowych niczego nie zmienia.