Biocenoza, albo miejsce dla kota.

czwartek, 30 lis 2006 @ 2:24 | Kategoria: Ogólne | Jeden komentarz

Piszesz, że wszystko powinno ze sobą współgrać i oczywiście jest to prawdą. Ale przecież, jest to również żelazną wręcz zasadą, obowiązującą od początku w całym wszechświecie.

Ta zasada, zwana w przyrodzie biocenozą, jest w tej niby „bezmyślnej” przyrodzie nie tylko warunkiem istnienia jakiegoś jednego gatunku, ale wręcz całych symbioz i jest to współgranie, a więc zależności, czy wręcz współzależności, decydujące o trwaniu, a nawet o rozwoju tych symbioz, o współistnieniu różnych symbioz koło siebie.

Składają się na takie biocenozy zwierzęta, rośliny, bakterie, a rzecz ujmując szerzej, nawet warunki klimatyczne, glebowe, ekosystemy, etc.

I w tym aspekcie, choć jest to dosyć odległa paralela, jest zapewne prawdą, że antyki faktycznie nie bardzo pasują do wielkiej płyty. Po pierwsze, są one z innej epoki niż ta płyta, z innej optyki, z innego „ekosystemu”, po drugie zaś one wymagają przestrzeni, rzekłbym wręcz, pewnej wyrafinowanej ekspozycji, no i należytej oprawy.

Czytaj dalej „Biocenoza, albo miejsce dla kota.”…

Czasocofacze

niedziela, 26 lis 2006 @ 18:30 | Kategoria: Ogólne | Jeden komentarz

Tęsknota za wschodniopruskim piwem to w gruncie rzeczy tylko sentyment. Taki sam zresztą, jak za każdą inną potrawą, byle była z mojego regionu, z mojego miasta, z naszej kuchni, od mojej mamy. I ja to nawet rozumiem. Takie sentymentalne potrawy, choć czasem, a pewnie i najczęściej nawet, nie aż tak dobre jak gdzie indziej jakieś frykasy, zawsze smakują jednak lepiej, zawsze bowiem coś przypominają, cofają nas w czasie.

I jeśli nawet te minione czasy nie były dla nas dobre, jak choćby czasy tej powojennej siermiężności, to wówczas byliśmy przynajmniej zdrowi, byli przy nas rodzice, była nadzieja na lepszą przyszłość.

Najczęściej jednak, te wszystkie smaki, te wspomnienia są mocno przesadzone, są wyłącznie emisją naszych dziecięcych, czy też nawet młodzieńczych wspomnień, są przy tym „zanieczyszczone” minionymi niestety atrybutami tej przeszłości, a więc wspomnianym już dobrym zdrowiem, młodością, ciepłem rodzinnego domu, przez co właśnie są takie ciepłe i sentymentalne.

Dam przykład.

W okresie międzywojennym i sporo nawet lat po ostatniej wojnie, przysmakiem chełmżyńskich dzieci, podobnie było pewnie i gdzie indziej, były tzw. „marcepany”, czy też słodkie ziemniaczano-cukrowe kopytka, miejscowy substytut, a więc klasyczny ersatz cukierków. Produkcja tych domowych niby słodyczy, przynajmniej w Chełmży, była możliwa dzięki wybudowanej tam pod koniec XIX wieku Cukrowni. Swojego czasu jednej z największych w Europie.

Czytaj dalej „Czasocofacze”…

Dobro poszukiwane!

sobota, 18 lis 2006 @ 21:38 | Kategoria: Ogólne | Jeden komentarz

O Wilnie dużo by pisać. Znam je dosyć dobrze, choć tylko z ilustracji, ze zdjęć, i opowiadań. Ale była tam moja żona, bywali tam również jej nieżyjący już rodzice. Bardzo dużo opowiadał o nim nasz ulubiony wychowawca i dyrektor z ogólniaka, wspaniały, niestety również nieżyjący już wielki przyjaciel młodzieży, absolwent Wileńskiego Uniwersytetu Witold Witczyński. Człowiek, podobnie jak wszyscy inni znani mi „Wilniuki”, absolutnie w swoim mieście zakochany.

Ja  również w jakiś sposób jestem związany z Wilnem, a to mianowicie przez żonę, właściwie przez jej nieżyjącego już ojca, Polaka urodzonego w latach 20 ubiegłego wieku w Piworuńcach koło Wilna. Większość rodziny teścia pozostała tam po wojnie, tam zmarli jego rodzice, tam żyją jeszcze jego krewni, więc również krewni mojej żony, część nawet już w samym Wilnie.

Jeśli dobrze znam „Wilniuków” i ich miłość do tego swojego miasta, to wierzę, że ten wspomniany przez Twoją sąsiadkę targ na św. Kazimierza, tzw. Kaziuki odrodzą się, podobnie jak i odradza się wiele podobnych tradycji u nas, choć wiele z nich niestety bezpowrotnie już ginie, tłamszone przez nieodpowiedzialne działania mediów, przez niepojętą fascynację i bezmyślne propagowanie Walentynek, i jakichś Halloween, amerykanizmów o których wspominałeś. I to niestety mnie smuci, smuci zresztą coraz bardziej.

Czytaj dalej „Dobro poszukiwane!”…

Alternatywa

piątek, 17 lis 2006 @ 15:13 | Kategoria: Ogólne | Brak komentarzy

Jak twierdzi artysta kabaretowy Steffen Möller (witryna Onet.pl post pt. „Długi lont dowcipu” 13.11.2006 r. 12:59): „Polacy zaczynają mieć dość tego, że w Niemczech każdy kpiarz może bezkarnie robić sobie na ich temat publiczne wygłupy”.
Otóż nie panie Steffenie, myli się pan i to nawet bardzo. W przeciwieństwie bowiem do niektórych nacji, my na dowcipy, choćby i głupie, aczkolwiek głupota też winna mieć określone granice, nie jesteśmy aż tak bardzo alergicznie uczuleni. Denerwuje nas natomiast fałszowanie historii i to ciągłe dawanie nam rad, pouczania, lub permanentne protekcyjnie traktowanie, nawet tak łagodną protekcyjnością, jak to pan określa w przypadku Eriki Steinbach. Zapewne wie pan co mam na myśli, mówiąc o fałszowaniu historii, bowiem pan również i jak myślę nie bez powodu wspomina panią Erikę Steinbach.

Nie będę więc tego tematu rozwijał.
Wydaje mi się jednak, że te wyjątkowo nasilające się przejawy niemieckiej aktywności w poruszonej przez pana dziedzinie, szczególnie po naszym wejściu do UE, świadczą o pewnym, jak zdaje się znaczącym nawet kompleksie Niemców na tle Polaków i Polski, jakiejś potrzeby odreagowania czegoś. Tylko czego, wstydu, zazdrości, a może wyrzutów sumienia? Nie wiem? Zresztą, w końcu u siebie możecie robić cokolwiek, dokładnie wszystko to co sprawia wam przyjemność, co potraficie robić najlepiej.
Twierdząc natomiast, że nie ma dowcipów nt. Niemców, w tym na wymienionych przez pana Gerharda Schroedera, czy Erikę Steinbach też mija się pan z prawdą, bowiem są,  tylko nie są tak żenujące, że aż znane każdemu, lub że powtarza je dosłownie rynsztok i jakieś szmatławe gazety. Nadto, trzeba je oczywiste zrozumieć, pojąć, do czego, jak widzę dwunastoletni pobyt w Polsce jeszcze dostatecznie pana nie przygotował. No, ale fakt, to dosyć trudne zadanie.
Czytaj dalej „Alternatywa”…

Flaechenbrand – flary, groźba, czy nadzieja?

niedziela, 12 lis 2006 @ 21:39 | Kategoria: Ogólne | Jeden komentarz

Być może mylę miejscowości, zresztą może i źle zrozumiałem Ciebie, niemniej napisałeś jednak: (podobno jakiś tam teraz jest - coś o tym czytałem, ale z opisów ten stary był czymś pięknym), czemu dałem wiarę na słowo.

Wiedzę zaś o tym, iż Znamieńsk, dziś wieś w obwodzie kaliningradzkim licząca 4.100 dusz, położona nad Pregołą i Łyną, to niegdysiejsza osada pruska Velove, Wehlau, również polska Welawa,  która w 1339 r. uzyskała prawa miejskie (utraciła je w 1946 r.) i było znane z handlu końmi, powziąłem z Wikipedii. Wspomniane natomiast przeze mnie targi końskie w Skaryszewie, Bodzentyniu, Kozłowie Biskupim, Szydłowcu i w kilku innych jeszcze miejscowościach, są jednakowoż faktem.
Pytasz, jak można zabijać i jeść konie? Odnośnie tej kwestii, można by pewnie odbyć wiele długich dysput, lecz żadna z nich najprawdopodobniej nie zakończyłaby się jakimkolwiek wnioskiem.

Obejrzałem kiedyś, było to już pewnie dobre 40 lat temu, film pt. „Pieski Świat” (Mondo cano). Rzecz ujmując w największym skrócie, film między innymi pokazujący ówczesne światowe trendy, obyczaje i jak zdaje się również „zboczenia” w dziedzinie konsumpcji.

Czytaj dalej „Flaechenbrand – flary, groźba, czy nadzieja?”…

Archonci pilnie poszukiwani!

sobota, 11 lis 2006 @ 20:35 | Kategoria: Ogólne | Brak komentarzy

I oto, w niewiele w ponad siedem miesięcy po zauważonym przeze mnie szóstym Areopagu Gdańskim, poświęconemu jak pamiętamy raczej filozoficznej zadumie nad kwestią jaki to będzie świat po śmierci Jana Pawła II, jakby nieco po cichu, prawie nieśmiało rozpoczęła się jego kolejna edycja, już siódma.

Tym razem, jak zdaje się poświęcona jednak wielce istotnym, rzekłbym żywotnym problemom państwa, mianowicie problemom rodziny i wychowania młodzieży. Jak sądzę, w kwestii miejsca jego organizacji, a tym bardziej terminu, pewna zbieżność z faktami jest zapewne przypadkowa, wręcz absolutnie niezamierzona. I to przynajmniej, wydaje się raczej oczywiste.

Niemniej, choć również zupełnie przypadkowo, ostatnie wydarzenia na niwie naszego szkolnictwa, wyszły tej „imprezie” zdecydowanie  naprzeciw, „wsparły” ją jakże dramatycznymi przykładami.

Czytaj dalej „Archonci pilnie poszukiwani!”…

Wielkie wspaniałe nic.

piątek, 10 lis 2006 @ 2:10 | Kategoria: Ogólne | Jeden komentarz

Tak też myślałem, choć nie wiem czemu jakże złośliwie przyczepił mi się szkodnik. Pomijając bowiem to fonetyczne podobieństwo, w języku Niemieckim jeszcze większe, to przecież przez pewną analogię można to wywieść również z wspomnianego własnie co języka, gdzie Schaden oznacza szkoda, zaś schaden, szkodzić komuś, skąd do Złego już tylko żabi skok.

Co zaś do spotkania z tym osobnikiem, to nie żywię najmniejszego nawet lęku i to wcale nie z uwagi na jakieś nadzwyczajne przerosty odwagi. Nie, po prostu w życiu, co dzień bodajże, spotykamy się z jakąś mniejszą lub większą jego personifikacją, z jego jakże powszechnym uosobieniem.

A w końcu cóż gorszego od śmierci może spotkać człowieka?

A umrzeć - tak i tak trzeba i to właściwie jest najśmieszniejsze, że w gruncie rzeczy życie jest długotrwałym procesem powolnego umierania, choć nam zdaje się, że coś jednak tworzymy.

A cóż można tworzyć umierając?

Jakąś zwyczajną ułudę i choćby nawet najpiękniejszą i wielce barwną, to są to jednak tylko jakieś fantasmagorie. Zgadzam się oczywiście, i to bez żadnych zastrzeżeń, choć wobec poprzedniej konstatacji może to nawet zakrawać na głupotę, że etniczne wartości kultury winny być kultywowane, objęte szczególną troską.

Czytaj dalej „Wielkie wspaniałe nic.”…

Argument siły czy siła argumentu?

niedziela, 5 lis 2006 @ 3:22 | Kategoria: Ogólne | Jeden komentarz

Otóż to, jak zdaje się, tragedia polega właśnie na tym, że nie uznając naturalnych zmian, jakie niesie z sobą nieunikniony rozwój świata, jego globalizacja, tworząca się na naszych oczach historia, co już grubo wcześniej za fakt absolutnie oczywisty i niepodważalny uznała cała otaczająca nas  przyroda, my zamykamy się nadal niczym w jakiejś skorupie, najczęściej w dalekich, przeszłych tryumfach naszych przodków.

Niczym zbiorowy schizofrenik, w jakimś obłędnym kalejdoskopie, choć najczęściej są one bardzo odległe w czasie, przeżywamy je nadal, na okrągło tęskniąc do zaciekłego machania szabelką, do zadawania ciosów, ran i cierpień, do permanentnego przelewania krwi.

Co najsmutniejsze, czego nijak nie potrafię jednak pojąć, my najbardziej nienawidzimy własnie tych spośród naszych wrogów, których udało nam się pokonać.

Każdy naród ma te swoje Sedany, Aughrim, Grunwaldy i cuda nad Wisłą. Ot, choćby i dzisiejszy dzień, 04 listopada, po upadku komunizmu ustanowiono w Moskwie dniem święta narodowego, związanego z wyparciem z Moskwy wojsk Polskich i Litewskich, które stacjonowały tam prze dwa lata (1610 – 1612), usiłując wpłynąć na obsadzenie tronu carskiego.
I choć po tamtej historii wydarzyło się w Rosji dziesiątki, jeśli nawet nie setki równie ważnych, jeśli nie zdecydowanie wręcz ważniejszych przypadków, to właśnie wybrano to.

Czytaj dalej „Argument siły czy siła argumentu?”…

„Bawię się świetnie, ..”

czwartek, 2 lis 2006 @ 0:57 | Kategoria: Ogólne | Jeden komentarz

Jak widać, dla pojednania, czy też ku pojednaniu, nie jest potrzebna aż nawet śmierć, wystarczy tylko kalectwo, pewnie wystarczy już nawet bieda. Ale to tylko jeden z wymiarów, czy też symptomów naszego życia, odwieczny, totalny brak sprawiedliwości. Bo choć od czasu Wojny Secesyjnej w Ameryce i od Wielkiej Rewolucji Francuskiej, ludzkość nieustannie wypisuje na swoich sztandarach piękne hasło; Wolność, Równość, Braterstwo, to nadal pozostaje ono zaledwie wspomnianym hasłem.

A przecież, już dużo wcześniej, bo pod koniec XVIII wieku, najpierw w 1778 r. w Ameryce, a później 3 maja 1791 r, tu u nas w Polsce, powstały wspaniałe dokumenty rangi ustawy wyższej, które niosły dla ludu pewne nadzieje. Ale tylko niosły i nadzieją pozostały.

Tak zdaje się było jednak zawsze,  tak jest i teraz, mimo tych pięknych konstytucji i szlachetnych haseł, mimo tzw. demokracji. Bo jak pisała nasza wielka poetka Maria Konopnicka:

„A jak poszedł król na wojnę,
Grały jemu surmy zbrojne,
Grały jemu surmy złote,
Na zwycięstwo, na ochotę..
A jak poszedł Stach na boje,
Zaszumiały jasne zdroje,
Zaszumiało kłosów pole,
Na tęsknotę, na niedolę….”

A nieco dalej w tym wierszu jakże trafnie, choć z wielką ironią dodała:

„…A najdzielniej biją króle,
A najgęściej giną chłopy…”

Czytaj dalej „„Bawię się świetnie, ..””…

^Góra strony^ Blog oparty o WordPress i temat Pool autorstwa Borja Fernandez.
Subskrybuj RSS dla wpisów i komentarzy.