Forever in love
piątek, 29 wrz 2006 @ 23:26 | Kategoria: Ogólne | Brak komentarzyWyjątkowa szybka reakcja na mój ostatni post; Dziad swoje, baba swoje, zaskoczyła mnie w dwójnasób. Po pierwsze, jakby nieświadomie prowokując rzeczywistość, komentarz otrzymałem właśnie od kobiety. Po drugie zaś, jeśli moja dotychczasowa dyskusja z Willim zaczynała przybierać już pewną formę wzajemnej edukacji, kiedy zaczynała nas łączyć już prawie nić sympatii, wdarła się w nią, zresztą bardzo brutalnie obrończyni Willego, kobieta niewątpliwie w jakiś sposób z nim związana, co dokumentnie wynika z treści jej „komentarza”.
Mówiąc o brutalnym wtargnięciu w nasza dysputę, w niczym nie przesadzam, zaskakuje bowiem już sam jego tytuł: „cześć Debilu”. Pomijam tu kwestię, że pani Anna potraktowała mnie i tak wyjątkowo łaskawie, bowiem debilizm to przecież najlżejsza postać niedorozwoju umysłowego, nadto łaskawie potraktowała mnie dużą literą. Ale wróćmy wszakże do kwestii dyskusji,
Nie będę przywoływał tu definicji pojęcia dyskusja, wszak dla większości jest to kwestia oczywista, natomiast pani Anna, która wie skąd biorą się książki, znajdzie ją zapewne bez większego problemu. Dyskusja natomiast, z chwilą kiedy argumenty jednej ze stron sięgną bruku, kiedy w normalne słowa, w próby wzajemnego przekonywania się, wykładania swoich racji, wkradają się inwektywy i słowa obraźliwe, kończy się.
Dziad swoje, baba swoje!
środa, 27 wrz 2006 @ 20:54 | Kategoria: Ogólne | Brak komentarzyOto kolejna porcja nauki wg Willego.
„Czcigodny adwersarzu. Ja nie potrzebuję już pilnie dokształcania, co raczej poszukuję tu i ówdzie ciekawostek, wartościowych drobiazgów, a nie wypełnienia rzekomych wyrw światopoglądowych. A wszystkiego i tak wiedzieć się nie da, mózg by nie wytrzymał. Fafner-to są wszyscy zwolennicy Wypędzenia summa summarum, a przy tym, czy przez to przeciwnicy pojednania. Siegfried zabił smoka w operze “Siegfried”, w “Walkirii” występuje jego ojciec Siegmund. Ot taka mała rozbieżność. Miecz to nie czołg, miecz oznacza prawdę, słowo, zwycięstwo, honor i walkę, ma różne konotacje biblijne i wotańskie. .Na wschodzie oznacza “ścieżkę Samuraja” lub Drogę Miecza, czyli szlachetne, poświecone walce i służbie życie (bushi-do-ścieżka miecza).
Ja nie działam będąc podatnym na manipulacje. Od mitycznego Siegfrieda różni mnie to, że nie mam swojego Mime, czyli podjudzającego do walki ze smokiem Fafnerem. Ja po prostu walczę o prawdę. Piszę na temat prawdy (vide mój blog “Der Danziger Vorposten”) i o miejscu Niemców na Wschodzie. Wschodnie Niemcy (nie DDR-y) powinny być jako autonomiczny euroregion pomostem między Wschodem a zachodem, miejscem budowania przyjaznych nie opartych na resentymencie i nienawiści stosunków. Ani ja, ani pan Pawelka, von gottberg ani Pani Steinbach nie są szaleńcami. to bojownicy o prawdę i sprawiedliwość. Na marginesie jak ocenisz, czcigodny adwersarzu podobną choć “z innej beczki” organizację “Miecz Gideona” (miecz, znowu miecz) walczącą niegdyś o państwo Izrael. Im się udało po prawie 2000 lat.
Marcin Luter walczył o prawdziwy Kościół, najbliższy jak to tylko możliwe idei i dziedzictwu Chrystusa. I co dziwniejsze, nasi przeciwnicy-Papieżnicy z czasem wprowadzili w życie większość Jego reform. Poza tym Bóg jako Autor Kosmosu ma pod opieką zbyt wiele innych cywilizacji by się tak koncentrować na naszej jak by tego chcieli ludzie. Dał nam Słowo, Syna Odkupiciela i Zbawienie, wybór zostawiając nam. To musi nam wystarczyć. Pokazał nam drogę a kwestie gdzie pójdziemy zostawił naszemu wyborowi. Uważam też ,że manifestujący się na każdym kroku irracjonalny antropocentryzm jest dopiero brakiem pokory, choćby wobec naszych Mistrzów, którzy dali nam wszystkie wynalazki i tworzyli naszą cywilizację czyli szarych (zwanych też szarakami ,Obcymi et c.)”
To w całości przedstawiony kolejny komentarz upartego Willego, z dnia 27 września 2006 r. który tym razem zaszczycił mnie aż tytułem czcigodnego adwersarza, ale jednocześnie, coraz pełniej odkrywa swoje wnętrze, rzekłbym wręcz polityczne kredo, dowodem czego jest podanie mi tytułu swojego blogu, wspomnianego powyżej “Der Danziger Vorposten” co oznacza „Gdańska Forpoczta”, a był to tytuł przedwojennej faszystowskiej gazety, wydawanej co zrozumiałe w Gdańsku. Kolejny raz pokazuje swoje fascynacje, wręcz swoje zapatrzenie w idee głoszone niegdyś przez nazistów, będące dzisiaj hasłami neonazistów.
O co walczył Marcin Luter?
środa, 20 wrz 2006 @ 18:52 | Kategoria: Ogólne | Brak komentarzyPo krótkim okresie milczenia, poświęconego jak zdaje się na samodokształcanie się, dowodzi tego wszakże jakby nieco pogłębiona wiedza kolejnego jego komentarza, Wilii odezwał się ponownie. Jeśli sam fakt pogłębiania swojej wiedzy uznać można za zjawisko wielce nawet pozytywne, wręcz pożądane, to bardzo wąski zakres i płytkość tego procesu, nadto sam moment ponownego uaktywnienia się tego skądinąd sympatycznego chwilami apologety rewizji ustalonego już ponad 60 lat temu kształtu i porządku Europy, może budzić jednak poważne nawet wątpliwości.
Biorąc bowiem pod uwagę stan wielce histerycznych aktualnie nastrojów i reakcji obserwowanych w Europie i na całym świecie widać, iż ten jego odzew wynika z jakiejś inspiracji, że jednak istnieją na świecie siły zdecydowanie dążące do konfrontacji, choć niekoniecznie naciskają one na samego Willego. Jego reakcja dowodzi wszakże, iż Willi podatny jest jednak na manipulacje, że działa raczej impulsywnie.
Zaskakuje przy tym fakt, iż poczuł się on raptem bardziej Prusakiem niż Mazurem, stąd zresztą to jego logo, ten jego żelazny krzyż, przejęty jak to określa od „papieżników z krzyżem żelaznym na płaszczach”, wyznawców wiary Ewangelickiej.
Pewnym miłym zaskoczeniem jest wszakże fakt, iż niespodzianie zaszczycił mnie Willi w swoim komentarzu, nazywając mnie wręcz swoim „mości wrogiem”, choć przecież ja wcale go za swojego wroga nie uważam, niczego takiego nawet nie głosiłem.
Czytaj dalej „O co walczył Marcin Luter?”…