Willi i inni
sobota, 19 sie 2006 @ 20:40 | Kategoria: Ogólne | 2 komentarzyA Willi nie odpuszcza, jak twierdzi uparcie: „Związek Wypędzonych mówi i mówił prawdę. To jedyna do niedawna organizacja broniąca interesów milionów poszkodowanych przez ZSRR, Polskę i Czechy. Teraz jest jeszcze Pruskie Powiernictwo. Związek zawsze był otwarty na dialog. Niestety nikt nie chciał z nim rozmawiać. A jak widać po ostatnim zachowaniu polskich władz, z tymi ludźmi (Świta Kaczyńskiego rozmawiać się po prostu nie da). Na szczęście jest Trybunał Praw Człowieka. Teraz już nie będzie dialogu, teraz nadejdą wyroki od Trybunału do wykonania-oddać, co zabrano. Tylko tyle.
Gdy Wypędzeni wrócą do domów skończy się Wypędzenie, zapewne też ulegnie rozwiązaniu związek. Jeden z głównych punktów Karty Wypędzonych mówi o powrocie do stron rodzinnych bez użycia siły. Nikt nie przyjedzie w czołgu, siła rodzi siłę, po prostu Polska musi oddać to, co zabrała. Oddać zgodnie z powszechnym prawem własności”
Taki właśnie komentarz, czy też odpowiedź na moje rozważania „Wypędzeni” otrzymałem w dniu 10 sierpnia 2006 r. Na wszelki chyba wypadek, komentarz przesłano dwukrotnie tego samego dnia. W obu przypadkach nadano go z tego samego adresu mailowego zelaznykrzyz@ etc., choć przy drugiej przesyłce pojawiło się imię christoph, być może prawdziwe imię Willego, podane w tak znienawidzonej przez niego „bełkoczącej angielszczyźnie”.
S.O.S.
piątek, 18 sie 2006 @ 19:02 | Kategoria: Ogólne | Brak komentarzyPośród wielu filmów, do których zawsze wracam z niekłamaną przyjemnością, szczególnym sentymentem darzę od pewnego czasu film Roba Cohena pt. „Ostatni smok”, co zrozumiałe więc, z radością obejrzałem go po raz kolejny, tym razem dzięki kanałowi TVP1, na którym emitowany był w dniu 15 sierpnia 2006 r.
Jak zwykle, pomijając ucztę obcowania z moimi ulubionymi bohaterami, doszukałem się w nim kolejnych, głęboko skrywanych przekazów. Ale nim wgłębię się w jakąś analizę, w doszukiwanie się tych przekazów, może kilka słów o samym filmie.
W gruncie rzeczy jest to film z gatunku fantasy, choć wg programu TVP1 jest to film fantastyczny (telegazeta TVP1), z kolei według tygodniowych programów telewizyjnych „Gazety Wyborczej” i „Dziennika”, jest to film przygodowy.
Jak zwał, tak zwał, niemniej jest to film (z 1996 r.) traktujący o wielu kwestiach z pogranicza moralności, władzy, układów etc., i choć pokazana historia dzieje się w bardzo odległych, bliżej nie określonych czasach, bowiem byli już rycerze, ale również były jeszcze smoki, to jakże mocno i to w całym przekazie, pasuje do dzisiejszej rzeczywistości.
Wg wspomnianej telegazety, film opowiada o dziejach pewnego królestwa (Brytani), w którym rządzi okrutny Freyne. Rycerz Bowen wychowujący jego syna Einona, pragnie chłopcu wpoić zasady kodeksu rycerskiego, by książę nie poszedł w ślady ojca. Wkrótce Freyne ginie, a Einon, który spieszył mu na ratunek zostaje ranny w samo serce. Jedynym dla niego ratunkiem jest pomoc ostatniego smoka Draco, który mieszka w pieczarze.
Zanim książę odzyska zdrowie, przyrzeka, że będzie dobrym człowiekiem. Niestety, wyrasta na okrutnika. Bowen obwiniając za to Draco, przysięga mu zemstę.
Wypędzeni
poniedziałek, 14 sie 2006 @ 0:41 | Kategoria: Ogólne | Jeden komentarzI oto w kilka dni po opublikowaniu przeze mnie opinii do komentarza Willego, kiedy 10 sierpnia 2006 roku w Berlinie otwarta została wystawa pn. „Wymuszone drogi. Ucieczka i wypędzenia w XX wieku”, rozemocjonowały się nagle media i politycy. Główną mentorką i organizatorką tej wystawy jest słynna już w całej Europie Erika Steinbach, której owej sławy przysporzyło właśnie nadmierne zajmowanie się nią samą i jej pomysłami przez media i polityków, szczególnie polskich.
W sumie, nie byłoby w tej wystawie może i nic złego, bo zarówno ucieczki jak i wypędzenia były w końcu rzeczywiście, niezaprzeczalnym faktem w XX wieku, niewątpliwie były też tragedią wielu narodów. A parzcież nawet i sama nazwa wystawy, jeżeli oczywiście nie jest czystym wybiegiem, czego wykluczyć wszakże nie sposób, też może świadczyć o pewnej rewizji poglądów pani Eriki.
Może więc i nie byłoby w nic złego, gdyby nie fakt, iż poprzez jej oficjalne otwarcie przez przewodniczącego Bundestagu Norberta Lamperta, można co najmniej wnioskować, że jest to jednakże oficjalne stanowisko najwyższych władz niemieckich, że one legitymizują jednakowoż poglądy Eriki Steinbach
Odnosząc się jednak do samej wystawy, dziennikarz Bartosz T. Wieliński piszący dla „Gazety Wyborczej” z Berlina, więc człowiek, który zapewne jako jeden z niewielu zajmujących w tej kwestii stanowisko widział ją, stwierdza jak to przedstawił w „GW”, iż: „Merytorycznie wystawie nie można niczego zarzucić: podstawowe dane są prawdziwe, podobnie jak pokazane zdjęcia i dokumenty. Zgrzytem na pewno jest niewspomnienie o podpisanych przez Polskę i Niemcy traktatach z 1970 r. i 1990 r.”
Willi żelazny krzyż
środa, 9 sie 2006 @ 0:16 | Kategoria: Ogólne | Jeden komentarzFragment przedstawionego poniżej tekstu, w cudzysłowie, którego autorem jak sam się przynajmniej przedstawia, jest Mazur od wielu pokoleń, więc jakby nie patrzeć przecież również Polak, człowiek sygnujący się imieniem Willi, publikuję bez żadnych skrótów i korekt. Tekst ów pojawił się na moim meilowym adresie w dniu 09.07.2006 r., jako kolejny komentarz do moich rozważań na temat wypędzonych – vide tekst „Zaczynaliśmy w Połczynie”..
„Dużo prawdy, ale ja mam nadzieję i uważam to za słuszne, że wielu Wypędzonych i ich potomków wróci na swoje. To będzie dobrodziejstwo dla tych ziem. Nie tylko odżyje, a raczej odrodzi się kultura Prus Wschodnich, Pomorza, Dolnego śląska, ale także tereny te zaczną odzyskiwać swój dawny dobrobyt. Prawda jest taka, że Polacy doprowadzili stare niemieckie prowincje do ruiny. Mój ojciec jest Mazurem, który nie wyjechał za Odrę, ale osiadł w Gdańsku. Zna z opowiadań swojego ojca i swoich wspomnień obraz Ostprojsów. Wtedy nie było leżących odłogiem pól, a każdy choćby najbiedniejszy chłop, gotów był odjąć sobie od ust jedzenia, by na wiosnę kupić cement, farbę, gwoździe i zrobić niezbędny remont w obejściu. Teraz jak się tam pojedzie, to wiele domów nie widziało puszki z farbą od niemieckich czasów, że o drogach i celowo niszczonych cmentarzach nie wspomnę. Tylko tam gdzie mieszkają “Autochtony” to jeszcze jakoś przyzwoicie to wygląda. Nie ma jednak obaw, że Wypędzeni będą kogoś wypędzać, miejsca jest dosyć, robią je ci ,co przechodzą na stronę wroga. Mówię o ludziach wyjeżdżających masowo z rodzinami do bełkoczących angielszczyzną Celtów i Sasów, by już tu nie powrócić. Ich opuszczone domy, pola i mieszkania winni zająć Niemcy, zanim się one rozpadną. Obyłoby się to bez niczyjej szkody a z pożytkiem dla wszystkich”
Ponieważ następnego dnia udawałem się w kilkudniową podróż, zajęcie się tym komentarzem, budzącym moje przynajmniej zdumienie, z konieczności odłożyłem do powrotu. Z pewnym niezamierzonym co prawda opóźnieniem czynię to niniejszym , choć jak mi się wydaje, nie powinno się w ogóle nim zajmować i taki właśnie zamiar miałem tuż po jego przeczytaniu. Sądzę iż najrozsądniej byłoby zrzucić go automatycznie do spamu.